fbpx
Kilimanjaro cz. 3 – “Sex on the street”.

Kilimanjaro cz. 3 – “Sex on the street”.

-Do you like it? -zapytała Murzynka prezentując czekoladowy biust.
Spojrzałem z uznaniem na ten produkt ewolucji po czym odparłem udając absolutnie znudzonego:
-Aj dont anderrrstend – i sięgnąłem po Tuskera.

Czekoladka popatrzyła na mnie tak jakbym w jednej chwili stał się sprawcą głodu w połowie Afryki. Włożyła dumną pierś w koszulkę po czym chwyciła za krzesło i przeniosła się na drugą stronę stołu. Do mnie natychmiast dosiadła się Murzynka przygotowująca od dłuższego czasu atak z drugiej linii frontu. Kątem oka obserwowałem ją wcześniej jak czekała na swoją kolej przy sąsiednim stoliku.

Gdy jednak przykleiła się do mnie natychmiast została osaczona przez dotychczasowe Czekoladki. Powietrze przeszyło kilka mocnych i groźnych słów w języku Masajów bądź Kikuyu. Zrozumiałem, że chodziło o władzę.
Nowa krzyczała, że Teraz, Kurwa My! a dotychczasowe, że to one wygrały wybory przy tym stoliku i stołków nie oddadzą!

W tym momencie Mateusz zamówił kolejną kolejkę miejscowego piwa i uratował ryzykantkę przed linczem. Czekoladki od razu uspokoiły się. Jak to łapówka działa kojąco na człowieka.

W tym momencie pojawiła się już baaardzo dojrzała Murzynka, która z troską w oczach zaoferowała nam w wyciągniętej dłoni zestaw prezerwatyw. Zapytałem czy chronią przed korupcją, głupotą polityków i malarią. Na wszystkie podpunkty odpowiedź była negatywna. W tej sytuacji nie pozostało nam nic innego jak opuścić to romantyczne miejsce bez większego żalu, z częściowo tylko nadgryzionym stekiem i bez Deseru.

Okazało się jednak, że jeden z naszych kolegów miał problem. Przyssał się był na samym początku do jedynej tak naprawdę prześlicznej Czekoladki i nie mógł a nawet nie miał zamiaru się odkleić. Jak twierdził później,  miała dziewiętnaście lat. Tak… tylko dlaczego wyglądała najwyżej na szesnaście? A do tego była cały czas wyraźnie onieśmielona. Może to była nawet jej pierwsza tak romantycznie przysposobiona kolacja… W każdym razie widać było, że jest jeszcze zdecydowanie na stażu a egzamin sprawdzający wciąż przed nią…

Oderwanie kolegi po paru kolejkach Tuskera od tak świeżo zapowiadającego się deseru zajęło nam dłuższą chwilę. Faktycznie, z jej powodu żal było odchodzić. Można było tak na nią patrzeć, patrzeć i patrzeć…

I patrzeć…

W drodze powrotnej do hotelu kolega nie poznawał sam siebie:
-Gdyby to moja Kobieta zobaczyła, to by nie uwierzyła – skwitował swoją wieczorną działalność.

Na ulicy nie wydarzyło sie już nic niepokojącego. Może dlatego, że było grubo po północy i nawet większość Murzynów poszła spać. A że w tej sytuacji Kenijczycy również oczy trzymają zamknięte, więc nawet ułożeni w mroku na chodniku pozostawali niezauważeni. W hotelu czekała na nas ciurkająca spod prysznica woda i moskitiera. Należało tylko zmyć z siebie resztki kremu z faktorem trzydzieści, zabalsamować się płynem przeciwko komarom i wsunąć pod firankę.

Bardzo byłem ciekaw co przyśni mi się na nowym miejscu, w Nairobi na wysokości 1661 metrów nad poziomem morza…

Dodaj komentarz

Close Menu