fbpx
Kubki pełne zimnej, niedopitej kawy

Kubki pełne zimnej, niedopitej kawy

Kubki pełne zimnej, niedopitej kawy i talerze, na których został ledwie napoczęty obiad. Taki widok czeka na tych, którzy weszliby do siedziby każdego Pogotowia Ratunkowego pod nieobecność ratowników. Ratownicy ruszyli na wezwanie, na stole pozostał porzucony w pośpiechu posiłek.

Filmowałem kiedyś akcje załogi śmigłowca Lotniczego Pogotowia Ratunkowego w Sanoku. Od godziny siódmej, gdy zaczął się dyżur panował spokój. Kompletna cisza. Zero wezwań. Nic się nie działo. Nadeszła pora obiadowa. Ratownicy postanowili ugotować ryż do specjałów, które przynieśli z domu. Wielu z nich gotuje doskonale. Albo z zamiłowania, albo z konieczności. Warto zjeść coś dobrego podczas oczekiwania na akcję. Wszystko już było przygotowane oprócz ryżu. Ten właśnie gotował się i miękł, gdy zadzwonił telefon. To był TEN telefon. Ratownik usłyszał, że pomocy potrzebuje mężczyzna, którego ukąsił szerszeń. Lekarz i pilot ruszyli do śmigłowca. Za nimi pobiegł operator kamery, który miał ich filmować podczas akcji. A ryż nadal dochodził.

Sfilmowałem ratownika odbierającego wiadomość o wezwaniu, po czym obaj ruszyliśmy w stronę drzwi. Szedłem przed nim patrząc w ekran kamery, by dobrze ująć jego postać. Gdy mnie mijał zawahał się na ułamek sekundy i widząc kamerę szepnął do mnie jakby na ucho: -Może to głupio zabrzmi, ale… wyłącz ryż.

I pobiegł do Śmigła.

Wyłączyłem ryż.

Po godzinie wrócili do bazy. Ogarnęli się. I włączyli ryż. Gdy ten był już prawie gotów, znów zadzwonił telefon. Polecieli na ratunek. Sfilmowałem start helikoptera.

Gdy Śmigło znikło nad horyzontem wiedziałem co mam zrobić. Wyłączyłem ryż.

Wrócili po godzinie. Nie zdążyli nawet odpalić kuchenki, bo po raz trzeci tego popołudnia zadzwonił alarmowy telefon. Gdy wrócili, była osiemnasta. Nie mieli czasu, by zjeść. Niemal całe wnętrze, a także tylna część kadłuba od zewnętrznej strony były we krwi. Wieźli mężczyznę, ofiarę wypadku drogowego, który miał przeciętą tętnicę udową. Tuż przed lądowiskiem szpitala, gdy przelatywali nad cmentarzem, stanęło serce.

W Pogotowiu Ratunkowym w Bochni, podczas robienia zdjęć do serialu “ER 112” udało się od czasu do czasu coś zjeść, ale zawsze ze świadomością, że każdy kęs może być ostatnim. A na talerzu wciąż będzie pełno. Jeśli oni ruszali na wezwanie, ja ruszałem razem z nimi z kamerą. Jeśli oni nie zdążyli zjeść, ja również filmowałem na głodnego.

Towarzyszyłem ratownikom z Extreme Trauma Team, którzy zabezpieczali hardkorową imprezę biegową “Runmageddon”. Przez kilka pierwszych godzin kompletnie nic się nie działo. Wszyscy cali i zdrowi walczyli, by jak najszybciej dotrzeć do mety. Wiedząc, że w każdej chwili może się coś zdarzyć, nie oddalałem się od ratowników, choć o kilkanaście metrów dalej sprzedawano pyszne lody. A dzień był upalny.

W końcu postanowiłem, że ustawię się w tej długiej kolejce. Czułem sie coraz gorzej patrząc jak inni konsumują te słodkości. Cały czas jednak obserwowałem ratowników. Stali spokojnie i podziwiali kolejnych szaleńców pokonujących kontener wody z lodem.

Odwróciłem się od nich na moment składając zamówienie. Odebrałem lody. Wszystko to trwało najwyżej kilkanaście sekund. I znów ogarnąłem wzrokiem załogę ambulansu. Ratowniczka rozglądała się szybko we wszystkich kierunkach. A ja wiedziałem już co znaczą te gesty. Patrzyła gdzie jestem. Podbiegłem. -Jedziemy! Lody powędrowały do kosza.

A akcje? Te sfilmowane? Znalazły się kiedyś w serialu “Na ratunek”. Może oglądaliście te odcinki w TVN. Może widzieliście ratowników w serialu “W ostatniej chwili” w TTV.

Tych seriali już nie ma. Ale możecie zobaczyć ratowników w akcji w serialu dostępnym w Internecie. Na Facebooku, na profilu “ER 112”. Lub też na YouTube. Nie trzeba teraz czuć się przywiązanym do telewizora. Nie trzeba pamiętać o godzinie emisji. Wystarczy smartfon i jest już jak zabić czas w kolejce na poczcie lub do lekarza.

***

Mężczyzna z rozciętą tętnicą udową został przekazany personelowi szpitala. Po powrocie do bazy ratownicy przez godzinę myli śmigłowiec zalany krwią. Skończyli, gdy skończył się dyżur. Ryż powędrował do kosza.

Dodaj komentarz

Close Menu